„Sztos” przekręty PRL-owskich cinkciarzy

Fraudbuster
Fraudbuster Pogromca Korupcji i Nadużyć
kontakt

„Sztos” to film wspomnieniowy o życiu trójmiejskich cinkciarzy w pierwszej połowie lat 70-tych. Główne role grają Jan Nowicki – Eryk, doświadczony w cinkciarskich przekrętach mężczyzna i Cezary Pazura – synek, adept sztuki. Scenariusz napisał Jerzy Kolasa, znany trójmiejski tatuażysta. Film był debiutem reżyserskim Olafa Lubaszenki. Uwaga: tekst zdradza elementy fabuły filmu.

„Sztos” obrósł legendą jeszcze w czasie kręcenia zdjęć. Między innymi za sprawą Nikosia, Nikodema Skotarczaka uważanego wtedy za szefa trójmiejskiej mafii. Nikoś zagrał mianowicie epizodyczną rólkę w filmie, o czym było bardzo głośno. Lata 90. to były czasy, gdy gangi, zwane też mafiami panoszyły się a policja zupełnie sobie z nimi nie radziła.

Kolasa jak twierdzi stworzył postaci bohaterów na swoje podobieństwo. Sam, bowiem zajmował się cinkciarstwem na ulicach Budapesztu, gdzie było zawsze dużo turystów. Eryk – to starszy Kolasa, synek – młodszy – twierdzi były cinkciarz, autor scenariusza.

Każdy kiedyś zaczynał

W czasach PRL handel twardymi walutami był surowo zabroniony. Wszystkie transakcje odbywały się wiec w mało transparentny sposób i w dziwnych miejscach.

Pierwszą pokazaną w „Sztosie” transakcję, Eryk przeprowadza w łazience sopockiego Grand Hotelu. Wręcza niemieckojęzycznemu klientowi zwitek banknotów i idzie umyć ręce. W zwitku jest za mało pieniędzy. Eryk przeprasza, odbiera zwitek, sięga do kieszeni, i na oczach klienta dokłada brakujący. Tylko w kieszeni podmienia zwitki. Nowy jest tylko z zewnątrz owinięty banknotem. W środku pocięty papier. Wszystko trzyma razem recepturka. Klient odkrywa dopiero przy barze, że kupił papier.

Efekt skali

Eryk z synkiem jadą w trasę zarobić większą gotówkę. Zaczynają od Mazur, bo tam nigdy nie brakuje niemieckich turystów.

Spotykają niemiecką wycieczkę. Pertraktują z jej kierownikiem. Wszyscy chcą wymienić marki na złotówki, bo kurs jest dobry, ale jeden chce wymieć pięćdziesiąt, drugi sto. Eryk proponuje, żeby kierownik zrobił listę ile, kto chce wymienić i załatwią wszystko hurtem. Dla zachęty dają szefowi wycieczki rabat. Specjalnie dla niego.

Kierownik zebrał zamówienia i pieniądze i z Kurtem, jako obstawą wrócił do cinkciarzy. I tu zaczyna się gra. Eryk reaguje nerwowo na widok wyciągniętego pliku marek. „Chce pan, żeby nas wszystkich zamknęli do więzienia? Dyskretnie trzeba.”

Cinkciarze idą po złotówki. Przygotowują dwa pakiety tej samej wielkości obwiązane recepturkami. Do wymiany ma dojść w autobusie niemieckiej wycieczki. Ale synek wskazując na zaparkowanego obok autobusu fiata mówi, że to może być milicja. Udawane zdenerwowanie cinkciarzy udziela się kierownikowi wycieczki. Jest przestraszony wizją wpadki. Cinkciarze przekonują go, żeby wymiany dokonać w jakimś ustronnym miejscu.

– Nas dwóch i dwie osoby od was. Odejdziemy gdzieś dalej i zrobimy wymianę w jakimś dyskretnym miejscu – proponuje synek.

– Tylko, że wy nie bierzecie ze sobą marek, dla większego bezpieczeństwa. Przeliczamy i dajemy wam nasze pieniądze, potem podchodzimy pod autokar, pokaże pan kolegom, że wszystko jest ok, to wtedy dajecie nam marki – dorzuca Eryk.

Uspokojeni, pewni uczciwości transakcji Niemcy idą z cinkciarzami do pobliskiej bramy. Kierownik wycieczki przelicza pieniądze. Brakuje trzech tysięcy. Zwitek wraca do Eryka. Ten spina je recepturką i upuszcza na ziemię. Kierownik podnosi pakiecik. Eryk dokłada mu trzy tysiące. Cinkciarze odbierają marki i odchodzą. Po chwili, biorący udział w transakcji Niemcy wyskakują z autobusu i próbują gonić oszustów. Za późno.

Zwitek banknotów, które podniósł kierownik wycieczki, to nie był ten, który przed chwilą przeliczał. To były pocięte gazety owinięte banknotem.

– Takie proste – zagaja po akcji synek;

– Co, zrzutka? Pewnie, wypuszczasz na ziemię lewy pakiet i frajer sam podnosi. Najważniejszy jest aranż – wyjaśnia Eryk.

Synek nie rozumie pojęcia.

Czasami warto dmuchać na zimne

Podobny mechanizm nadal bywa stosowany, tyle, że już nie przez cinkciarzy, bo Ci wypadli z rynku. Jeśli dostajemy pieniądze i kwota nie zgadza się, w naturalnym odruchu oddajemy gotówkę, żeby kontrahent sam przeliczył. By ustrzec się oszustów, po dołożeniu brakującej kwoty zawsze trzeba przeliczyć jeszcze raz wszystkie pieniądze.

Powiązane wpisy


Bądź na bieżąco
Chcesz otrzymywać regularne informacje z zakresu compliance i przeciwdziałania korupcji?

Zapisz się na newsletter >>


Napisz komentarz

XHTML: Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>