Sygnalista odważny – to znaczy jaki?

W naszej poprzedniej notce padła zapowiedź komentarza do Raportu z badania na temat sygnalistów [1] przeprowadzonego przez Fundację Batorego. Badanie to jest szczególnie istotne w Polsce z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, zostało przeprowadzone na reprezentatywnej grupie osób. Po drugie, zgodnie z zapowiedziami Fundacji – wyniki badania mogą stanowić bodziec do zmian legislacyjnych, co jak przyznają specjaliści – jest w kontekście whistleblowingu bardzo pożądane.
Przed przejściem do meritum, chciałbym tytułem wprowadzenia podzielić się krótką refleksją – mianowicie myśląc o sygnalistach, przychodzą mi do głowy cztery, współcześnie nieco archaiczne cnoty główne – Męstwo, Roztropność, Umiarkowanie i Sprawiedliwość. Mam wrażenie, że w pewnym sensie nawiązywali do nich także eksperci biorący udział w konferencji prasowej zorganizowanej przez Panią Annę Wojciechowską-Nowak z Programu Przeciw Korupcji prowadzonego przez Fundację Batorego:

Męstwo
W jednym z pytań zadanych respondentom w trakcie badania poproszono o wskazanie cech charakteryzujących sygnalistów. Najczęściej podawaną odpowiedzią okazał się być „człowiek odważny”. Ta opinia skłoniła specjalistów do dyskusji bo z jednej strony odważny może znaczyć dzielny lub wręcz rycerski, z drugiej zaś biorąc pod uwagę ogólny brak skłonności Polaków do informowania o nieprawidłowościach – odważny może też znaczyć wyrywny czy lekkomyślny. Niestety, wraz z kolejnymi pytaniami uprawdopodabnia się raczej drugie stwierdzenie. Przykładowo, gdyby sygnalista powiadomił zwierzchnika o tym, że jeden z kolegów tankuje do prywatnego samochodu paliwo kupione na koszt firmy, największa część (28%) ankietowanych zdystansowałaby się od sygnalisty, choć nikt wprost by tego nie skrytykował.
Roztropność
Powyższe stwierdzenie nie powinno dziwić. Polacy bowiem raczej nie są skłonni stawiać na szali własnego interesu (w tym przypadku miejsca pracy) jeśli ich to, choćby pozornie, bezpośrednio nie dotyczy. Bo choć roztropność, co do zasady, jest cnotą – tylko cienka linia dzieli ją od wyrachowania. Powyższe (nieco filozoficzne) rozważania znów znajdują potwierdzenie w wynikach badania. Mianowicie, jak wskazywał Pan Cezary Trutkowski, zdecydowanie silniej popieramy zawiadomienie kierownictwa (lub inne reakcje) w przypadku lekarzy, którzy dopuszczają się błędów lekarskich, niż w przypadku pracowników urzędów skarbowych, którzy przyjmują od interesantów zaproszenia do drogich restauracji. W pierwszym przypadku ucierpieć możemy my sami lub osoby nam bliskie, w drugim społeczny koszt wydaje się być niewielki, a biednej Pani z okienka „może się to nawet należy”.
Roztropność może mieć także inny wymiar – bardziej biznesowy, na co zwrócił uwagę Pan Piotr Hans. Mianowicie, dobrze z perspektywy organizacji jest integrować cele pracowników z celami firmy. W ten sposób, pokazując że chodzi o wspólny interes, można zwiększyć skłonność pracowników do informowania o nieprawidłowościach.
Umiarkowanie
Powyższą kwestię na swój sposób rozwiązali między innymi Amerykanie w stosunkowo niedawno wprowadzonej ustawie Dodda-Franka. Jak zauważył w trakcie dyskusji Mariusz Witalis – zastosowali pragmatyczną metodę, systemowo gwarantując nagradzanie pracowników za informowanie o nadużyciach. I tak sygnalista może otrzymać nawet 30% grzywny nałożonej na nieetycznie postępujące przedsiębiorstwo. Powyższemu rozwiązaniu z pewnością nie można odmówić skuteczności, choć co do istoty samego działania pewnie można się spierać. Pokusa nadużycia (w tym przypadku nawet „nieumiarkowania”) może iść w kierunku „zarabiania na nieprawidłowościach” lub wręcz celowego informowania na szkodę pracodawcy.
W Polsce, jak sądzę, z braku powyższych zapisów, motywy sygnalistów zdają się być jednak bardziej idealistyczne. Zdaniem Pani Anny Wojciechowskiej-Nowak sygnaliści w naszym kraju to zwykle ludzie myślący kategoriami „zero-jedynkowymi”. W ich zasadniczych systemach wartości nie ma miejsca na nadużycia dlatego czują potrzebę informowania o nich.
Sprawiedliwość
Z pewnością jednak, i co do tego wśród gości panowała stuprocentowa zgoda, sygnaliści zasługują na ochronę prawną, która pozwoli im zachować nie tylko godność, ale przede wszystkim pracę. Tu znów potwierdzenie w wynikach badań – mianowicie respondenci zapytani o reakcję pracodawcy na zawiadomienie odpowiednich służb o nieprawidłowościach, jednoznacznie spodziewali się negatywnej reakcji pracodawcy, przy czym aż 56% badanych stwierdziło, że w takim przypadku straciłoby pracę.
Tak silny wydźwięk badania raczej nie napawa optymizmem, choć w pewnym sensie czyni nas i miejmy nadzieję legislatorów silniejszymi w jeszcze jedną tym razem, jak najbardziej współczesną, cnotę – wiedzę. Obyśmy ją dobrze wykorzystywali…
Zainteresowanych odsyłam do pełnych wyników badania, które zostały zaprezentowane na stronie Fundacji Batorego.
[1] Badanie: „Bohaterowie czy donosiciele?” Co Polacy myślą o osobach ujawniających nieprawidłowości w miejscu pracy?”, wykonane przez Fundację Centrum Badania Opinii Społecznej, w dniach 11-18 kwietnia 2012 roku. Próba: ogólnopolska, losowa, reprezentatywna (18+). Liczba zrealizowanych wywiadów: 1018. Metoda badawcza: bezpośredni wywiad ankieterki wspomagany komputerowo (CAPI).


Napisz komentarz

XHTML: Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>